Pokazują ludzkie jelita, tańczących nagich staruszków, umierających krewnych. I mówią, że są artystami godnymi ekspozycji w Zachęcie.

Piwnica wrocławskiej galerii, prowadzona przez Instytut Sztuki i Kultury Plastycznej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Na kamiennej podłodze sterta wieprzowych płuc i wątrób. Ociekają krwią. Wchodzi urodziwa, naga dziewczyna. To Aleksandra Kubiak, absolwentka ASP. Zanurza się w krwawej masie, tarza się, potem zastyga. Po kwadransie wstaje i znika w garderobie.

- To się nazywa performance. Przełamywanie barier traumatycznych doświadczeń - tłumaczy prof. Izabela Gustowska, która kilka lat temu swą twórczością reprezentowała Polskę na Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji. Body art. Ciało ludzkie, również własne, użyte jako tworzywo do formowania dzieł sztuki.

Więcej…

 

Teraz widzą, że tylko Dziopak uratowałby ich fabrykę przed Włochami.

Jeszcze na cmentarzu, Andrzej Strykowski szepnął im, aby spotkali się w jego domu. Nie wyszło ze wspólnym wieńcem, to przynajmniej stawia kielicha.

Podjechali pod willę swymi drogimi samochodami. Nawet żałobne szarości garniturów od Bossa i stonowanych kostiumów małżonek nie mogły zmylić przechodniów, że to ludzie sukcesu.

Na tarasie domu Strykowskich, skąd tylko o rzut kamienia do łagodnego stoku Szyndzielni powiedzieli sobie tyle, ile uznali za stosowne, o własnych przedsiębiorstwach. Żadne nie kulało, nie było więc potrzeby wyrzekania na system podatkowy i inne hamulce gospodarki rynkowej. Mimochodem wspomnieli, gdzie który ostatnio bywał w interesach za granicą. Panie wymieniły się opiniami na temat masażystów w Bryzie, modnym hotelu w Juracie. Od kilku lat jeżdżą tam na odnowę biologiczną.

Więcej…