Do tego procesu nigdy nie doszło, choć wnioskodawcy wielokrotnie się przymierzali. Pozwanymi miały być władze Warszawy.

Na portrecie pędzla L. Horowitza, wykonanym w roku 1879 już po śmierci Leopolda Kronenberga, jest on w obszernej szubie – majestatyczny, potężnej postury. Orli nos, bujne falujące się włosy uniesione do góry, surowy wzrok i szlachetny profil. Tak też prezentował się na posągach, które oferowali żałobnikom artyści już w dniu pogrzebu. Ale tylko w niewielkim stopniu przypominał prawdziwego Kronenberga.

Ignacy Baranowski domowy lekarz Kronenbergów, asystent Tytusa Chałubińskiego, tak oto wspomina w swych pamiętnikach pierwsze spotkanie ze swym pacjentem w roku 1861 roku: „Wzrost mały, otyły, o twarzy krótkiej, rysach nieregularnych z oczami przymrużonymi. Brwi gęste, odstające. Czoło zmarszczone, jak to bywa u krótkowidzów. Żywy w ruchach”.

Więcej…

 

Czarny Dunajec, rano. Osesek przy piersi posapuje przez sen, a jego młodziutka mama już ponad godzinę rozmawia przez telefon z siostrą w Chicago. Obie mają pociechy w tym samym wieku. Co jakiś czas przywoływana jest do słuchawki babcia, Anna Chlebek; już ona będzie wiedziała, co robić, gdy maluch w Ameryce płacze, choć nakarmiony. Mija kolejna godzina. Amerykańska abonentka nie zbankrutuje. Karta na cztery godziny gadania kosztuje tylko 5 dol.

Pan Stanisław, mąż Anny, odrywa się od komputera; właśnie odbiera przez Internet najnowsze zdjęcie swego amerykańskiego wnuka. - Ale od którego pokolenia? 100, 200 lat temu? - precyzuje moje pytanie, nim odpowie, od jak dawna jego ród emigruje do Ameryki, bo najstarsza wzmianka o Chlebkach jest z roku 1425.

Więcej…

 

IPN nie zrzucił z pomnika Rajsa "Burego", sprawcę mordu 80 Białorusinów, choć uznał go za ludobójcę.

W zniszczonych rękach kobiet bieleją wykrochmalone chusteczki z kordonkowym obrębkiem. Widoczne nawet spod chóru, wędrują do oczu przy każdym trzykrotnym powtórzeniu znaku krzyża. To słowa cerkiewnego prypiewu: "Molu Tiebia, Spasitiel moj" budzą taką żałość, przypominają, w jakiej intencji dzisiejsza liturgia: przyszły pomodlić się za dusze swych mężów, braci i ojców - tzw. furmanów, zamordowanych w mroźny poranek 62 lat temu. - Hospodi pomiłuj, Hospodi prosti / Pomohi mnie Boże, krest mój doniesti - śpiewa na koniec batiuszka. I prowadzi żałobnice na cmentarz, gdzie przed usypanym kurhanem stoi pomnik zamordowanych. Usłyszą tam, że to byli męczennicy za prawosławną wiarę.

Więcej…

 

Skandaliczna sprzedaż PZU to frycowe za naukę prywatyzacji, czy afera korupcyjna…

 W tej sprawie zdarzyło się już wszystko, co tworzy, jak mówią prawnicy, kryminogenne okoliczności. Były usiłowania przekupstwa, rozgrywki polityczne, bufonada, intrygi, żałosna niekompetencja. Już w 2001 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych mówił publicznie, że sprawa PZU jest większa od afery FOZZ.

Po 10 latach przyszło zapłacić rachunek - ponad 36 mld złotych (36.000.000.000 pln)! Tym, który nie chciał dopuścić do ograbienia kieszeni podatników był minister skarbu Aleksander Grad. Osobiście nie maczał palców w tej aferze. Odkręcał po swych poprzednikach.

 Choćby na jeden holenderski rower

Więcej…

 
Więcej artykułów…