Ci, którzy idą do pracy na siódmą, muszą minąć kolejkę pod bankiem, gdzie wypłaca się kuroniówkę. Nie wiadomo, jak się zachować. Czy przyspieszyć kroku w rzekomym zaaferowaniu, czy też ukłonić się (sami znajomi, Bystrzyca Kłodzka to małe miasto), zagadać. Ale każde pytanie będzie brzmiało fałszywie, bo jedyne, co interesuje kolejkowiczów, to - czy starczy na dziś pieniędzy, czy znów trzeba będzie jutro ustawić się w coraz dłuższej kolejce.

Bo wszędzie wokół zwalniają. Chyba jeszcze najlepiej trzymają się „Zapałki”, choć i tam zostało zaledwie kilkadziesiąt osób; kiedyś było ich 800.

Więcej…

 

Jan Rybak został zamordowany na zlecenie swojego syna akowca - napisał Bolesław Chmielowiec. Wnuczka zabitego udowadnia, że to polityczne oszczerstwo.

Kąpałem się z chłopakami w Sanie, szczęśliwy, bo dopiero co odszedłem od pieca piekarni - wspomina Mieczysław Chmielowiec. Akurat przybijał prom od Tarnobrzega. Na naszym brzegu stali Alfons Chmielowiec (nie jest ze mną spokrewniony) i Mucha, też z Radomyśla, mówili na niego „Partyzant”.

Wyskoczyliśmy z kolegą z wody, parła nas ciekawość, co oni tu robią. Ale Alfons nas przegonił: - Uciekejta, nic tu nie tu mota do szukania.

Więcej…

 

Adam Słodowy przez pół wieku uczył dzieci, jak sobie radzić w PRL

Gdy był przedszkolakiem, wypytywał ojca, dlaczego promień słońca przechodzi przez szybę. Ojciec tłumaczył, że światło, biegnąc z punktu A do punktu B, wybiera taką drogę, której czas przebycia jest najkrótszy, nawet gdy musi pokonać dłuższą trasę. - Ale po co promyk  światła woli biec dłuższą drogą? - zastanawiał się. Pytanie dręczyło go do momentu, gdy rozkręcił starą lornetkę. W ciągu kilku sekund zrozumiał podstawowe prawa optyki.

Miał osiem lat, gdy całe wakacje poświęcił na budowę perpetuum mobile. Przypadkiem odkrył, że woda "sama z siebie" unosi się wewnątrz cienkiej włoskowatej rurki. - Jeśli u góry wypłynie -  rozumował - to można nią napędzać mały młyn wodny. Zabrał się do budowy. Cienkie szklane rureczki pożyczył sobie z secesyjnego żyrandola, który wisiał w pokoju stołowym. Górne części rurek zatopił w wosku, całość osadził w puszce z wodą... Nie działało! A żyrandol po zaświeceniu okazał się bardzo szczerbaty. Ojciec nakazał  mu zamontować rurki z powrotem.

Więcej…

 

Halny w Tatrach wpada jak diabeł - aby zniszczyć, otumanić i poświecić fałszywym złotem

- Bedzie z tego cosik - mówi wyraźnie rozeźlona gaździna na zakopiańskich Krupówkach, gdy kupując od niej oscypek, upewniam się, czy aby on prawdziwy, przecież o tej porze owiec się nie doi. Góralka opuszcza cenę i mówi z obrazą w głosie, nie patrząc na mnie: - Chyba holny idzie. Nad Giewontem wisą chmury jak krowie cycki. - Meteorolodzy nazywają je cylindrami - tłumaczy mi Wojciech Gąsienica-Byrcyn w dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego. I zaraz uspokaja - w najbliższych dniach nie zaduje, bo jemu już by się powieki same sklejały. Zawsze przed nadejściem halnego jest senny. No i od rana w tym pokoju siedziałby Jan Szyszka-Goljos. Ten stary góral miał po ojcach sporo ziemi w Dolinie Pięciu Stawów (twierdził, że z turniami i kosówką ponad 100 ha). Tuż  przed wielkim wianiem ogarniał go obłędny żal za włościami wcielonymi do narodowego parku. Więc po nieprzespanej nocy pierwsze kroki kierował do Byrcyna.

Więcej…

 
Więcej artykułów…