Michał J. chciał być dziennikarzem. Cel wydawał się na wyciągnięcie ręki. Skończył politologię, z rodzinnego Wołomina do Warszawy, gdzie wszelkiego rodzaju redakcji w bród, niecała godzina jazdy kolejką.

A jednak nigdzie nie czekano na niego z etatem. Może by się zaczepił, gdyby obniżył wymagania, zgodził na terminowanie w dziale miejskim, albo kontaktu z czytelnikami i z tego poziomu powoli piął się w górę... Ale jego rozsadzała ambicja, chciał od razu zostać reporterem śledczym. Miał swego mistrza w tym fachu - redaktora P. ze stołecznego dziennika, który dotarł do mafii pruszkowskiej, zrobił wywiad ze słynnym gangsterem (ksywa „Masa”), a później świadkiem koronnym.

Michał był szczęśliwy, gdy któregoś dnia jego kolega z podwórka pracujący w Super Expressie powiedział mu, że zna P. i mogą w trójkę wypić piwo.

Więcej…

 

Odezwał się dzwonek u furtki. Profesorowa wyszła na ścieżkę między kwiatami w ogrodzie wokół jej willi. Był słoneczny lipcowy ranek i kobieta z uśmiechem wypatrywała, któż to ją niespodziewanie odwiedza w tej podwarszawskiej arkadii. Koło parkanu stał młody mężczyzna w skórzanej czarnej kurtce, obok niego pancerny motocykl harley. Ktoś od Magdy*? - idąc w kierunku furtki pomyślała o córce, która na stałe mieszkała w Niemczech.

Nieoczekiwany gość miał arogancką, butną minę. Bąknął swoje nazwisko, po czym zatoczył ręką szeroki łuk w kierunku lewej części ogrodu mówiąc: „Jestem nowym właścicielem tej nieruchomości, jutro będę odmierzać swoją część, radzę nie przeszkadzać, bo ze mną nie wygracie”. I chciał otworzyć furtkę.

W tym momencie podszedł do ogrodzenia Jan G. 78 letni, emerytowany profesor politechniki. Uprzedził intruza, aby nie robił następnego kroku, bo może się to źle skończyć.

Gdy psy leniwie podniosły się ze swych legowisk, harleyowiec szybko odjechał, ale wkrótce zjawił się z geodetą.

Więcej…