Zobaczyła tuż nad sobą twarz męża. Nie od razu usłyszała, co mówił, choć poruszał wargami. Chciał go poprosić, aby powtórzył, ale nie miała sił na wydobycie z siebie głosu. On sam się domyślił – „Mamy śliczne córki” – teraz dotarło do niej każde słowo.

- Jak to córki? Jest tylko Klaudia* –Barbara wyszeptała z trudem.

- Urodziłaś drugą..

Więcej…

 

- Co z nim będzie, gdy opadnę z sił, albo nie daj Boże coś się mną stanie? Krzyś ma tylko mnie. Do zakładu dla nieuleczalnie chorych go nie oddam, to już prędzej uduszę poduszką, a potem skończę ze sobą. Tak, to będzie jedyne wyjście. Ostatnie słowa brzmią niewyraźnie, bo Barbara Jackiewicz kryje twarz w dłoniach. Między mokrymi palcami toczą się łzy.

Więcej…

 

Kierowca taksówki Jan Szydło* miał czekać na nią pod blokiem w śródmieściu Warszawy. Leokadię Zubek woził od siedmiu lat. 42 letnia, rozwiedziona, matka dorosłego syna, była prostytutką na własny rachunek, to Szydło w razie czego miał jej bronić. Zwykle umawiali się, że po wejściu do mieszkania klienta, gdy już będzie pewna, że nic jej nie grozi, wyśle mu krótki SMS. Tak było i tym razem. Zubek napisała: „OK, za godzinę”.

Więcej…

 

Na ogłoszenie wyroku przyszłam wcześniej, pamiętając ścisk i napór tłumu na poprzednich rozprawach.

Usiadałam na ławce przed drzwiami sali rozpraw z Gazetą Polską w ręku. Kupiłam ją słusznie przypuszczając, że będzie tam nie tylko zaproszenie czytelników na proces, ale i numer sali, którego nie znałam.

Więcej…

 
Więcej artykułów…