Staruszka chwyta stary fotel za poręcze. Wyciąga go z klatki kamienicy na podwórze. - Pomogę pani - mówię. - Nie - odpowiada - muszę coś robić.

Jednak próbuję jej pomóc. Kobieta nie puszcza fotela. - Jak go nie przeniosę - tłumaczy - znaczy, że nie nadaję się do życia. Ustępuję. Weronika Korec ustawia fotel po słonecznej stronie podwórza. Jest niedziela. Będzie odpoczywać i zagadywać do każdego przechodzącego sąsiada.

- Muszę mamy pilnować - mówi jej córka. - Rąbie drzewo, nosi węgiel, przyciąga suche gałęzie. Ma 102 lata. Powinna już odpoczywać.

Matka i córka są wdowami. Mieszkają w Pułtusku. - Kiedy nareszcie mi w życiu dobrze, trzeba uciekać na tamten świat - mówi Korcowa z uśmiechem.

- A kiedy było źle? - pytam.

- Za dziedziców. Ojciec był koniuszym. Często zmienialiśmy dwory, w których tata się najmował. Zimą matka bała się, że zamarzniemy podczas podróży furmanką. Wkładali nas, dzieciaki, do beczki i zasypywali plewami. Którejś   zimy dotarliśmy do Przewodowa pod Pułtuskiem. Ale już bez ojca. Wyjechał za pracą do Ameryki. Nigdy nie wrócił.

Męża pani Weronika straciła w czasie wojny. Nie wyszła ponownie za mąż. Przez całe życie była woźną w szkole. - Dla człowieka - powiada - najważniejsze są spokój w domu, praca i wspólna kasa. Do dziś wspiera emeryturą dziesięcioro wnuków i prawnuczkę. Sama powtarza, że niczego jej nie potrzeba. Nawet lekarza. Poza pastylkami na wątrobę nie brała w życiu leków. Kiedy była możliwość, najadała się do syta. Do dziś pozwala sobie czasami na dwa, trzy kieliszeczki czystej, ale, mówi, już bez tej radości co dawniej.

Starzejemy się od dnia urodzin

"Umrzeć to nic, ale starzeć się..." śpiewał Jacques Brel. Do tego drugiego powinniśmy przywyknąć, wszak starzejemy się od dnia urodzin. John Medina w książce "Zegar życia" szczegółowo przedstawia, co w miarę upływu czasu dzieje się z ciałem człowieka. Np. skóra - traci elastyczność, staje się pergaminowa, bo białka w jej środkowej części tworzą coraz sztywniejsze struktury. A w tkance podskórnej zmniejsza się ilość tłuszczu.

Układ krążenia. Przepychanie krwi przez plątaninę naczyń krwionośnych jest coraz trudniejsze, bo zwężają się tętnice, a zastawki, które mają przeciwdziałać cofaniu się krwi w żyłach, są jak zwichrowane furtki na zardzewiałych zawiasach. Włosy. Mieszki włosowe, które w młodości były w stanie uzupełnić ubytki nawet do stu sztuk dziennie, teraz jakby zasypiają, pozwalają na masowe wypadanie włosów, łysienie. Do mięśni przestają docierać bodźce neuronowe, nakazujące im ruch. Cały organizm jest gorzej obsługiwany przez układ nerwowy. Starzeją się kości - głównie z powodu utraty związków mineralnych. W stawach zmniejszają się ogólny skład chrząstek i ilość płynu, co powoduje większe tarcie. Stawy sztywnieją, gorzej się poruszamy. W galopującym tempie ubywa pewnej kategorii komórek. Np. kobieta rodzi się z milionem komórek jajowych, w wieku 20 lat ma już tylko ćwierć tej liczby, a jako 40-latka - kilkadziesiąt tysięcy. Płytki starcze pojawiają się już w mózgu 30-, 40-latka. Pod koniec życia człowiek traci około 50 tys. komórek mózgowych dziennie. Ale - tu pewne pocieszenie - Richard M. Restak, autor książki "Starsi znaczy mądrzejsi", zauważa, że im więcej wiadomo o starzeniu mózgu, tym więcej optymistycznych wieści. Mózg doskonali swoje funkcje w toku nieustającej aktywności. Uczeni twierdzą, że częste używanie połączeń między neuronami wzmacnia je i impulsy nerwowe biegną szybciej.

Ale wskazówki zegara życia przesuwają się nieubłaganie. - 25-30 lat to umowna granica, kiedy organizm wytworzył już wszystko, co miał wytworzyć; od tego momentu zaczyna się stopniowe obumieranie - twierdzi Robert Kucharski, lekarz neurolog specjalizujący się w psychogeriatrii. Odkryto, że w naszych organizmach około pięćdziesiątki dochodzi do ogromnego, bo aż 13-krotnego wzrostu aktywności genu kodującego jedno z białek wytwarzających - oprócz   życiodajnej energii - bardzo toksyczną substancję z wolnymi rodnikami, które uszkadzają DNA. - Prawdopodobnie napędza to proces starzenia. I nie da się tego powstrzymać, manipulując genami, bo genów odpowiedzialnych za starzenie się człowieka może być nawet kilkaset, i to we wzajemnych powiązaniach - dowodzi prof. Piotr Stępień z Zakładu Genetyki UW i Instytutu Biochemii i Fizyki PAN.

Spór, czy koniec życia jest zaprogramowany, czy też spowodowany akumulowaniem się katastrof biologicznych, nie został rozstrzygnięty do dziś. Jedno nie ulega wątpliwości - w miarę upływu życia następuje wygaszanie jego funkcji. Starzejemy się, bo musimy ustąpić miejsca młodszym. Śmierć jest cieniem rzucanym przez seks -zauważają biolodzy. Wieczność wyklucza płodność; aby jakiś organizm żył bez końca, w jego komórkach musiałyby cały czas zachodzić zmiany, naprawy uszkodzeń, co pochłania zbyt dużo energii, by starczyło na reprodukcję. Natura mając do wyboru reprodukcję lub nieśmiertelność, wybrała to pierwsze. Ewolucja troszczy się o nas wyłącznie do momentu odchowania potomków. A na to starcza 45-50 lat; potem żyjemy na kredyt.

Biologia a metryka

Ale zegar życia nie zna egalitaryzmu. W Polsce żyje około 4 tys. stulatków. Gerontolodzy szacują, że liczba osób dożywających stu lat podwaja się co 10 lat. Gdy w 1999 r. ONZ ogłosiła Rok Seniora, Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego oraz Międzynarodowy Instytut Biologii Komórkowej i Molekularnej w Warszawie zainicjowały pod kierunkiem prof. Ewy Sikory i prof. Jacka Kuźnickiego program "Polski stulatek". Wokół programu skupiło się wielu lekarzy różnych specjalności. - Planowaliśmy - wyjaśnia dr Małgorzata Mossakowska, kierowniczka projektu badań multidyscyplinarnych - objęcie badaniami około 350 osób stu- i ponadstuletnich. Stan zdrowia naszych matuzalemów porównywano ze stanem zdrowia 65-latków (określanych w toku badań jako "młodsi-starsi").

Jak wynika z raportu dr. hab. Tomasza Grodzickiego z Katedry Gerontologii i Medycyny Rodzinnej Collegium Medicum UJ, pod względem chorób układu krążenia stulatkowie znacznie rzadziej (o ok. 50%) chorują na nadciśnienie tętnicze. Tylko sporadycznie występują przypadki cukrzycy, w większości o łagodnym przebiegu. U ponad 75% poziom cholesterolu jest w normie. Stulatkowie rzadziej niż "młodsi-starsi" cierpią na chorobę niedokrwienną serca, ich naczynia krwionośne wykazują mniejszą sztywność, wyglądają na młodsze i zdrowsze, niż wynikałoby to z wieku badanego, często są porównywalne z naczyniami osób 50-, 60-letnich. Pod pewnymi względami ich układ hormonalny wygląda tak jak u ludzi młodych.

U wszystkich występują ograniczenia ruchowe wynikające z przyczyn pozamózgowych. Nie stwierdzono ani jednego przypadku choroby Parkinsona. Badania układu odpornościowego polskich stulatków wykazały, że ich komórki cytotoksyczne są zdolne do podziałów, choć zazwyczaj w końcowym etapie starzenia się organizmu ta zdolność zanika. - Może to stanowić częściową kompensację ogólnych niedoborów układu odpornościowego - zastanawia się prof. Ewa Sikora. - Bo wprawdzie nawet stulatkowie cieszący się dobrym samopoczuciem nie są wolni od chorób, ale mają sprawne mechanizmy umożliwiające naprawę uszkodzeń występujących w komórkach mózgowych.

Każdy żyje po swojemu

Wolontariusze, którzy włączyli się do programu "Polski stulatek", odwiedzili dotąd 138 naszych matuzalemów i wypełnili z nimi szczegółowe ankiety. Naukowców ciekawiło, jak jest z pamięcią badanych. Gdyby odpowiedzieć krótko, należałoby użyć słowa "wybiórcza". - W tym wieku pamięć jest jak sito, przez które z niewiadomych przyczyn przeleciały niektóre daty i zdarzenia, a nawet imiona braci i sióstr - zauważa Walery Bieniecki, lekarz ZOZ z Jordanowa na Podkarpaciu, gminy obfitującej w wiekowych i krzepkich starców. - Na dnie cedzaka zostały obrazki: może to być boląca rana odniesiona w walce, ale równie dobrze rozpacz po zjedzonej przez kozę jedwabnej chusteczce czy opowieść nauczyciela ze szkoły powszechnej o Marsjanach w kosmosie.

Wychowana w Petersburgu Łucja Zalewska, dziś mieszkanka Krakowa, zapamiętała wspaniałe bale w młodości, a także rewolucję z 1917 r. 106-letnia Maria Muraszkowska z kolonii Bachury koło Szymek (Białostockie) świetnie pamięta cara Mikołaja I, gdy przyjeżdżał do pobliskiej Hajnówki na polowanie. Jest wdową po drwalu, matką   ośmiorga dzieci, babką 27 wnuków. Już trochę słabuje, ale do śmierci męża (zmarł, mając 102 lata) sami ścinali w lesie drzewo na opał.

Krakowianin Bolesław Grabowski (w tym roku skończył 100 lat) najchętniej wraca myślami do rodzinnego Kamieńca Podolskiego, skąd po rewolucji październikowej razem z bratem przedostał się przez zieloną granicę do polskiego wówczas Lwowa.

Zmarła przed rokiem w wieku 105 lat Maria Krzyk z Dobranowic opowiedziała spisującemu ankietę wolontariuszowi o swej pierwszej miłości. Zdumiewająca żywość umysłu - podkreśla wywiadujący. Nie tylko u tej ankietowanej. Niedawno zmarła w wieku 107 lat hr. Matylda Ledóchowska z Sopotu potrafiła przypomnieć rodzinie, żeby włączyli telewizor, bo zaczynają się "Wiadomości", a ona nie może się położyć, nie wiedząc, co się dzieje na świecie.

Maria Gocko, która w tym roku obchodzi 101. urodziny i dożywa swoich lat w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym w Prokocimiu, pilnie słucha radia. Jest szczególnie wyczulona na złe obyczaje młodych, blokersów; często rozmawia o tym z innymi pensjonariuszkami.

Stulatkowie nie są chucherkami, choć w większości to osoby szczupłe. Ale silne. Fienia Stocka żyje samotnie na kolonii blisko Puszczy Białowieskiej, kilka kilometrów od gminnej Narewki. Skończyła 100 lat i nadal siekierą rąbie polana na opał. - Jeszcze niedawno - chwali się - wodę ze studni przynosiłam na dwóch palcach.

Wszystkich długowiecznych przez całe długie życie rozpierała energia. Matyldzie Ledóchowskiej nie były obce w młodości częste bale do białego rana. W czasie okupacji organizowała, mimo męczącej ją wówczas gruźlicy, tajne komplety, a po wojnie otworzyła w Sopocie pierwszy dom dziecka dla sierot. 105-letnia Katarzyna Grochoła z Helusza na Podkarpaciu całe życie ciężko pracowała na gospodarce. Jeszcze dziś krząta się po obejściu. W wolnej chwili lubi czytać (bez okularów) gazety i ulotki z lekarstw. Dokładnie wie, co w jakich ilościach i o jakiej porze ma zażywać.

Irena Cholewicka z Warszawy (100 lat skończyła przed miesiącem) w czasie wojny w sklepie przechowywała Żydów, była tam też skrytka na lewe dokumenty. Po wyzwoleniu w zburzonej Warszawie proponowała napotkanym bezdomnym dach nad głową. Przez pewien czas mieszkało u niej 30 osób.

Nie można na podstawie ankiet stulatków ułożyć jadłospisu gwarantującego długowieczność. Co osoba, to inna dieta. Fienia Stocka opowiadała wolontariuszom, że je białe mięso, do tego dużo warzyw i miód z własnej pasieki. Dopiero potem okazało się, że owo białe mięso to... słonina. Katarzyna Grochoła pije dużo mleka prostood krowy. Maria Muraszkowska lubi ogórki i kiszoną kapustę. Stulatka Olga Czaban z pobliskiego Michałowa (zmarła w ubiegłym roku) potrafiła zjeść miseczkę cukru za jednym posiedzeniem. Maria Krzyk codziennie wypijała kieliszek wódki. Irena Cholewicka serwuje sobie czerwone wino.

Prawie nie chorują. Fienia Stocka raz tylko niedomagała - czymś się zatruła. Martwi się, że trochę niedowidzi, ale nitkę przez igłę przeciągnie. Rozalia Sikoń z Przemyśla, która umarła, mając 108 lat, też tylko raz była u lekarza. Kiedyś sąsiadka poprosiła ją o tabletkę przeciwbólową, a ona na to, że nie ma, bo nigdy czegoś takiego nie używała. Rozrusznik serca założony w 2001 r. u Anieli Wesołowskiej z Warszawy spisuje się bez zarzutów. - Nie biorę żadnych innych proszków niż te na serce, nawet na tętno nie muszę - mówi z dumą. Czasami tylko narzeka na oczy. - Mam taką małą podręczną lupę, której używam do przeglądania gazet, choć i tak tylko tytuły widzę. Staram się zająć czymś innym głowę - mówi z rezygnacją. Najbardziej tęskni za poezją. Wersy "Polowania" z "Pana Tadeusza" recytuje bez zająknienia.

Mają swoje sposoby na ewentualne dolegliwości. Stuletnia Waleria Kurecka z Torunia stosuje XIX-wieczną metodę księdza Kneippa. Dwa razy w tygodniu zanurza się na trzy sekundy w wannie z zimną wodą. Przed tą kąpielą wygrzewa się pod grubą pierzyną. Po wynurzeniu się zakłada na mokre ciało długą koszulę, szlafrok i znowu ląduje pod pierzyną.

Dorównać młodym

Na setne urodziny jubilaci dostają kwiaty z gminy, czasem zaszczyca ich wizytą wójt lub burmistrz. Ale zazwyczaj to jedyne splendory doczekania się tak podeszłego wieku. Dzisiejsi matuzalemowie, jeśli dobrze wychowali dzieci, mogą liczyć na ich opiekę. Natomiast raczej do literatury przeszedł obraz sędziwego seniora rodu, którego decyzje były w rodzinie bezwzględnie wypełniane, a sądy traktowane jako niepodważalne.

Prof. filozofii Władysław Stróżewski w książce "Blaski starości" pisze, że faktyczny kult starców odnosi się tylko do czasów starożytnych czy biblijnych. W Grecji tamtego czasu niektórzy filozofowie uważali, że dopiero po dojściu do wieku więcej niż dojrzałego można pełnić odpowiedzialne funkcje państwowe. U Platona zarysowana jest idea państwa, w którym nieustannie obraduje rada starców. W biblijnej "Mądrości Syracha" czytamy: "Wieńcem starców jest wielkie doświadczenie, a chlubą bojaźń Pana". Wieniec w starożytności był symbolem zwycięstwa. Cyceron w traktacie o starości powiada, że "rzeczy naprawdę wielkich nie dokonuje się za pomocą zręcznego ciała, tylko dzięki przymiotom umysłu, charakteru iwoli, te zaś nie tylko nie opuszczają człowieka na starość, ale zwykle się wtedy pomnażają". Również w społeczeństwach pierwotnych, np. wśród członków afrykańskiego szczepu Bassari, starość jest czymś niezwykłym - trzeba taką osobę szanować, bo skoro żyje, cieszy się łaską duchów. W naszej cywilizacji doświadczenie nie jest cechą preferowaną, trwa bowiem nieustanna pogoń za nowymi technologiami i w tych warunkach doświadczenie okazuje się zaporą dla myślenia nieschematycznego. Antoni Kępiński pisze w "Rytmie życia": "Model życia naszej cywilizacji, według którego wydajność jest najwyższą miarą wartości człowieka, nie sprzyja ludziom starym. (...) Można dziś widzieć wielu ludzi starych, którzy z najwyższym wysiłkiem starają się dorównać młodym energią, wydajnością pracy, a nawet wyglądem zewnętrznym. Wiedzą oni doskonale, że gdy przestaną być wydajni, staną się niepotrzebni. A niepotrzebni mogą odejść, są skazani na samotność".

Generacja "nowa starość"

Nic nie może nas uchronić przed starzeniem. Ale tak trudno w to uwierzyć. Zwłaszcza młodym. - Wiek sędziwy wywołuje u nich chęć ucieczki, odwrócenia się tyłem, aby z braku wyobraźni umocnić się w pozorach własnej wiecznej młodości - mówi prof. Maria Szyszkowska.

George Orwell powiadał: "Już w wieku 50 lat masz taką twarz, na jaką zasłużyłeś". Nie miał na myśli gładkiej maski. Ale w epoce sukcesu nie wypada być starym. Więc człowiek patrzy w lustro i mówi do swego odbicia: "Jeszcze nie teraz, jeszcze nie jestem gotów". I szuka ratunku - może ukryć tę ostrzegawczą sztywność ciała w młodzieżowych dżinsach albo w ogóle zastosować coś radykalniejszego: melatoninę, zastrzyki z ludzkiego hormonu wzrostu, specjalną dietę... W książce "Życie bez starości" amerykańskiego lekarza Deepaka Chopry pojawiła się generacja "nowa starość". Bo to już nie są pojedyncze przypadki, kiedy na skutek różnych zabiegów wiek metrykalny nie zgadza się ani z biologicznym, ani z psychicznym.

- Różnice międzymłodymi a starymi coraz częściej są ilościowe, nie jakościowe - stwierdza Maria Susułowska w "Psychologii starzenia”. Porady i metody, jak odsunąć starość, stały się w naszej cywilizacji biznesem. Ludzie, którzy chcą uciec od swej metryki, dostają w ofercie setki różnych cudownych diet wpływających na poziom cholesterolu, redukujących występowanie wolnych rodników, czyli aktywnych chemicznie cząstek tlenu powodujących rozmaite uszkodzenia w komórkach.

I ciągle szuka się eliksiru młodości. Amerykanie odkryli gen długowieczności o nazwie daf-2. Jego mutacja u nicieni powoduje podwojenie długości ich życia. Kolejny gen przedłużający życie nazywa się SIR2 - oddziałuje na aktywność pewnych fragmentów DNA. Ale kanadyjski lekarz Marc Lalone twierdzi, że geny tylko w 12% mają wpływ na długowieczność; w 56% zależy ona od stylu życia, w 18% od medycyny klinicznej, a w 14% od środowiska naturalnego.

Wszyscy lubią alkohol

Ze wstępnych analiz wynika, że co szósty polski stulatek jest w dobrej - biorąc pod uwagę jego wiek - kondycji. Najwięcej takich osób mieszka w dawnych województwach krakowskim, białostockim, katowickim i rzeszowskim. W ankiecie programu znalazło się pytanie, co w największym stopniu przyczyniło się do osiągnięcia tak sędziwego wieku.

Padały różne odpowiedzi, niedające się sprowadzić do wspólnego mianownika. Ktoś zachwalał stały kontakt z przyrodą, ktoś inny umiar we wszystkim: jedzeniu i kochaniu ("nie umierać z miłości"), to znów branie życie takim, jakie jest. 101-letnia Aniela Wesołowska z Warszawy odpowiedziała: "Trzeba przede wszystkim dbać o duszę, bo jak dusza nie domaga, to i ciało też. I nerwów nie tracić na darmo. Co będzie jutro - tego nie wie nikt, trzeba cieszyć się dniem dzisiejszym. A co Pan Bóg da, z pokorą przyjmować".

Większość długowiecznych pochodzi z rodzin wielodzietnych, ich dietę cechuje pewien niedobór białka i kalorii - wielu nie lubi masła i tłuszczów zwierzęcych. Nasi stulatkowie starzeją się - zdaniem prof. Ewy Sikory - w sposób fizjologiczny i nie jest to związane z chorobami podeszłego wieku.

- Nie znaleziono też na razie genu, który odpowiadałby za długość życia - mówi dr Alicja Klich-Rączka, wiceprezeska Kolegium Lekarzy Specjalistów Geriatrii w Polsce z Collegium Medicum w Krakowie. Dr Grażyna Niewiadomska z Instytutu im. Nenckiego potwierdza, że stulatkowie nie mają kiepskiej pamięci. Możliwe, że ich układ nerwowy jest o wiele lepiej chroniony przed starzeniem się niż np. odpornościowy czy krążenia.

Po co program "Środowiskowe i genetyczne czynniki warunkujące długowieczność polskich stulatków"? Aby określić, co decyduje o tym, że umierają w zdrowiu. Dlaczego nie muszą przykuci do łóżka żalić się, że Pan Bóg o nich zapomniał. Dożyć kresu pogodnie to wymysł nie tylko naszych czasów. Grecki mit opowiada o bogini Eos, Jutrzence, która poprosiła Zeusa o dar nieśmiertelności dla swego ukochanego śmiertelnego Titonosa. Ale przez nieuwagę nie wspomniała o darze wiecznej młodości. Titonos zestarzał się, był poczwarny przy wiecznie młodej kochance i bardzo z tego powodu nieszczęśliwy. Ale nie mógł umrzeć. Wreszcie Zeus zlitował się i zamienił go w świerszcza. Który na wieczne czasy zamieszkał sobie pod progiem domu ukochanej.