– Sędzia Barbara Piwnik wypuściła z aresztu siedmiu bezwzględnych bandytów, którzy dokonali kilkunastu porwań dla okupu. Gang ma na sumieniu co najmniej 20 uprowadzeń i trzy zabójstwa – ogłosili, chwaląc się, że są pierwsi, dziennikarze tygodnika „Wprost” Piotr Krysiak i Rafał Pasztelański. W alarmującym artykule, natychmiast przedrukowanym w Wirtualnej Polsce, znalazły się drastyczne szczegóły, którymi potem internauci epatowali się w swych komentarzach. Dziennikarze śledczy z „Wprost” ustalili (to ich określenie), że  „bandyci byli wyjątkowo brutalni w stosunku do ofiar. Sekatorem  obcinali im palce i wysyłali rodzinom. Krewni płacili setki tysięcy,  a czasem nawet miliony euro okupu. (…) Decyzja sędzi Piwnik wprawiła w osłupienie policjantów, porwanych i ich rodziny”. Prokuratura złożyła zażalenie do sądu apelacyjnego. Wyższa instancja  utrzymała w mocy decyzję sądu okręgowego.

Gdyby dziennikarze z „Wprost” chodzili na rozprawy sądowe w tej sprawie wiedzieliby, że o „gangu obcinacze palców". można było ewentualnie mówić gdy proces się zaczynał. Bo wtedy wyglądało to groźnie: na ławie dla oskarżonych młodzi, „napakowani” mężczyźni w czerwonych drelichach, jakie noszą wyjątkowo niebezpieczni aresztanci, spętani łańcuchami od rąk do nóg  w czasie ich przeprowadzania przez sądowe korytarze.

Ale później sprawa, która miała być jednym z największych sukcesów stołecznej policji i prokuratury, zaczęła zmierzać ku wielkiej kompromitacji. Na ławie oskarżonych brakowało czterech podejrzanych, za którymi prokurator rozesłał listy gończe. Z 20  porwań, w akcie oskarżenia nie znalazła się nawet jedna trzecia. O obcinaniu palców już w ogóle nie było mowy. Żaden z zarzutów nie dotyczy też zabójstwa (dwie ofiary porwań wciąż się nie odnalazły). Wszystko to wypunktowała sędzia Barbara Piwnik jeszcze przed  rozpoczęciem procesu. Chciała zwrócić sprawę prokuraturze, by ta  uzupełniła braki śledztwa, opierającego się głównie na wyjaśnieniach  dwóch członków gangu, z których jeden wszystko co powiedział odwołał, a drugi jeszcze przed procesem po prostu zniknął. Ale wtedy, sąd apelacyjny stanął po stronie   organu ścigania.

Proces się zaczął. Obawy przewodniczącej składu sędziowskiego potwierdziły się. Nie było rozprawy aby nie wyszły na jaw na  kolejne niedociągnięcia śledczych. Zdarzało się, że prokurator miał  do powiedzenia tylko jedno, powtarzane jak mantrę zdanie: „Nie wiem, wysoki sądzie”.

A funkcjonariusz CBŚ na zarzuty, że nie ma podpisu pod protokołami  przesłuchań, czy rewizji odpowiadał: – Ja jestem człowiekiem ugodowym, jak oskarżony tak mówi, to niech mówi.  Tymczasem zeznania świadków ujawniały coraz to nowe fakty. Jak choćby taki, że ofiara jednego z porwań już po przestępstwie  użyczyła swojego mieszkania ojcu policjanta prowadzącego śledztwo. Również samo porwanie i jego przebieg wyglądały dziwnie. Z niektórych zeznań odnosiło się chwilami wrażenie, że porwanie mogło  być sfingowane przez rzekomą ofiarę.

Dziennikarze tygodnika „Wprost” ustalili (bo jako nieobecni w czasie rozpraw nie mogli zaobserwować) co innego. Napisali więc pod dyktando prokuratury: „Arcyzbrodniarze pozostaną na wolności”. W   sukurs pospieszyli im koledzy z dziennika „Polska” w artykule  „Sędzia Piwnik za dobra dla bandytów”. Oto cytat z tej publikacji: – Nigdy nie widziałem sędziego, który zwracałby się do oskarżonych i    to o tak poważne przestępstwa, po imieniu – relacjonuje jeden z  policjantów. Panie Krzysztofie, panie Grzegorzu... To niebywałe –dodaje”.

Sędzia Piwnik zaprzeczyła temu w TVN 24. I nawet nie była specjalnie zbulwersowana – takie kłamstwo można łatwo zweryfikować, gdyż rozprawy są nagrywane. A w odpowiedzi na pytanie, gdzie jest gang obcinaczy palców wyraziła nadzieję, że może „kiedyś prokuratura i policja pokażą materiały dowodowe, co będzie się łączyło z  wniesieniem nowego aktu oskarżenia"

Oszczercze publikacje zdementował w Sejmie wiceprokurator generalny Andrzej Pogorzelski wyjaśniając, że „w sprawie obcinania palców toczy się odrębne postępowanie wobec innych  osób; listem gończym poszukiwane są cztery osoby, którym prokuratura  chce postawić takie zarzuty. Nie jest to żadna z osób oskarżonych w sprawie gangu”. Daremnie by jednak oczekiwać pokajania się nierzetelnych dziennikarzy. Nie odwołają tego co napisali, bo za ich plecami stoi ważny protektor Jarosław Kaczyński. Były premier, lider PiS nadal  twierdzi, że sędzia zwolniła z aresztu arcyzbrodniarzy, którzy obcinali ludziom palce. Co dla niego nie jest zaskoczeniem, bo (…)”sędzia Piwnik była też ministrem sprawiedliwości i to wszystko chyba składa się w jakąś całość”.