Kierowca taksówki Jan Szydło* miał czekać na nią pod blokiem w śródmieściu Warszawy. Leokadię Zubek woził od siedmiu lat. 42 letnia, rozwiedziona, matka dorosłego syna, była prostytutką na własny rachunek, to Szydło w razie czego miał jej bronić. Zwykle umawiali się, że po wejściu do mieszkania klienta, gdy już będzie pewna, że nic jej nie grozi, wyśle mu krótki SMS. Tak było i tym razem. Zubek napisała: „OK, za godzinę”.

Nie opłacało mu się odjeżdżać, uciął sobie w samochodzie drzemkę. Obudził się później niż zamierzał - Leokadia jeszcze nie zeszła na dół. Odczekał godzinę, aż nastał wieczór. Próbował połączyć się z kobietą przez komórkę, ale nie odpowiadała. Znał numer mieszkania na pierwszym piętrze gdzie się udała, więc poszedł pod drzwi, zapukał. Cisza. W oknach było ciemno.

Miał złe przeczucia. Postanowił jechać do komisariatu. Wrócił pod blok razem z funkcjonariuszami, oni też zastali lokal zamknięty, jeszcze nie zdecydowali się na wejście siłą. Dyskretnie obserwowali ruch lokatorów na klatce.

21 letni Marek Siciński wrócił przed północą. Nie zapalił światła. Właśnie był w kuchni, gdy w blasku latarni zobaczył za szybą na drabinie policjanta. Funkcjonariusz tłumaczył, że lokatorzy skarżą się na rozpaczliwe miauczenie uwięzionego gdzieś kota, zatem niech nie wychodzi z mieszkania, trzeba to biedactwo znaleźć.

Siciński natychmiast rzucił się do drzwi, wybiegł na klatkę. Ale tam już na niego czekano. Doprowadzony z powrotem do mieszkania musiał patrzeć, jak policjanci i jeden cywil (to był właściciel taksówki) oglądają przy pomocy latarki wszystkie kąty, otwierają drzwi do łazienki, jedynego pomieszczenia w którym było coś widać, bo paliła się świeczka.

- W wannie stał pojemnik, jakby ze sklepu mięsnego – zeznawał rok później w sądzie taksówkarz – i tam tkwił korpus kobiety już okaleczony, bez rąk i stopy. A ten chłopak powtarzał w kółko: - Ja niczego nie zrobiłem, weźcie mnie stąd, ja tu nie chcę być!

Policjant pytał, gdzie jest kobieta, która do niego przyszła, a ten, że nie było go w domu. Właśnie wrócił z dworca, i z przerażeniem znalazł w łazience czyjeś ciało.

- A brunatne plamy na spodniach to skąd? - zapytał policjant.

- Może otarłem się o wannę.

Kierowca taksówki rozpoznał Leokadię Zubek. Marek Siciński został zatrzymany.

 

xxx

 

- Czekałem w domu na Jolkę, miała wrócić z wakacji – składał jeszcze tej samej nocy wyjaśnienia podejrzany – czas mi się dłużył. W starej gazecie znalazłem numer telefonu do prostytutki, zamówiłem ją podając inne imię, konkretnie Sławek, bo takie ma właściciel tej kawalerki, którą wynajmuję. Jeszcze wysłałem pod jej numer SMS, żeby założyła jakieś fajne pończoszki albo odjazdową bieliznę.

Zapytał też o stawkę – podała, że 300 zł za godzinę. Zgodził się, ale nim kobieta dojechała, zmienił zdanie. Wyszedł jej naprzeciw przed blok, powiedział że z tym wezwaniem to był żart. Wtedy ona go namówiła na „szybki numerek”, w jego mieszkaniu. Ale do niczego nie doszło, ponieważ źle się poczuł. Chciał jej zwrócić za taksówkę 100 złotych, zrobiła awanturę, że nie tak się umawiali. Już wychodząc, rzuciła mu pod nogi te pieniądze, nazwała upośledzonym gnojem, żądała jeszcze 200 zł. Zobaczył jej rękę na wysokości swojej twarzy, chciała go spoliczkować.

Pociągnął ją, uderzyła się o framugę drzwi, upadła. Z nosa lała się krew. Zaniósł ją do pokoju, sprawdził, nie ruszała się.

- Byłem tak zdenerwowany – zeznawał Siciński – że nie wiem dlaczego, ale zacząłem ją rozbierać, a że nie dało się inaczej, pociąłem ubranie.

- A dlaczego nie wezwał pan pogotowia? - zapytał policjant.

- Nie potrafię wyjaśnić. Nie pamiętam przebiegu wydarzeń od momentu, gdy prostytutka weszła do mieszkania.

Ale śledczy nie ustępował z pytaniem, co działo się dalej.

- Nie mogłem patrzeć na tę nieruchomą kobietę leżącą na środku pokoju, mdliło mnie, a poza tym zawadzała – mężczyźnie wróciła pamięć. - Miałem w domu metalowy łańcuch, którego używałem zamiast paska do spodni. Założyłem go na szyję prostytutki, aby dociągnąć do łazienki. Kiedy zaciskałem pętlę, słyszałem jakby charczenie.

Próbował włożyć ciało do wanny, nie udawało się. Wrócił do pokoju, pościerał z podłogi krew, usiadł, aby zebrać myśli. Zatelefonował do swojej dziewczyny z pytaniem, kiedy wraca. Nie spieszyło się jej, chciała jeszcze jeden dzień zostać w górach. To go trochę uspokoiło.

Wziął z kuchni ząbkowany nóż z zamiarem pokawałkowania ciała na części i wrzucenia do ubikacji. Patrzył na zegarek, ile to mu zajmie czasu. Obliczył, że do rana się upora. … (Odcięcie ręki - 40 minut).

Starannie oddzielał skórę od mięśni i wszystko drobno siekał, aby spuścić w muszli klozetowej. Gdy nóż się stępił, wziął drugi… Kilka razy odpoczywał, po czym znów wracał do krojenia. (Opis poszczególnych czynności podejrzanego zajmuje protokole kilka stron).

- Większe kawałki włożyłem do torby foliowej. Ale ciągle jeszcze było daleko do końca. Włożyłem do wanny to, co zostało z prostytutki i postanowiłem się przewietrzyć, a przy okazji pozbyć się tego, co już miałem spakowane. Jeszcze wrzuciłem do torby jej telefon komórkowy i wyszedłem na miasto. Pakunek utonął w Wiśle pod mostem Śląsko-Dąbrowskim. Nie chciało mi się wracać do domu, cały czas miałem przed oczami to, co leżało w wannie. Chodziłem po ulicach, dopóki nie nadjechał ostatni mój autobus…

Marek Siciński nie zaprzeczył, gdy postawiono mu zarzut zabójstwa.

 

xxx

 

Z Jolą mieszkali razem od roku. Oboje nie pracowali; za wynajmowaną kawalerkę a także na ich utrzymanie łożyli rodzice. Jego ojciec prowadzi firmę budowlaną. Matka jest naczelną lokalnego tygodnika pod Warszawą. Gdy w ich miasteczku rozniosło się, że Marek został oskarżony o zabójstwo, straciła stanowisko. To ją przybiło, może nawet bardziej niż wyznanie syna w śledztwie, że nie jest studentem, przerwał naukę na uczelni. Zatem okłamywał ją, opowiadając, czego aktualnie się uczy, stwarzał pozory, ze chodzi na zajęcia, umawiał się z nią pod uczelnią.

- Syn zawsze wykręcał się od pracy, w każdej postaci - podsumowała matka na przesłuchaniu w śledztwie.

Lepsze świadectwo wystawiła oskarżonemu jego dziewczyna. Był wobec niej delikatny, nie nalegał, gdy odmawiała współżycia, co często się zdarzało. Rozumiała jego potrzeby i dlatego zapewniła go kiedyś, że nie będzie mieć pretensji, jeśli czasem skorzysta z usług prostytutek.

Prosto z aresztu Marek Siciński został wysłany do szpitala na szczegółowe badanie. Biegli mieli odpowiedzieć na pytanie, czy oskarżony nie jest dewiantem seksualnym, który udusił kobietę w czasie obcowania z nią w celu wzmocnienia swych erotycznych doznań. Sekcja zwłok ofiary nie wykluczyła takiej sytuacji.

Najpierw pacjenta zbadał psycholog kliniczny.

Dostrzegł problemy z określeniem tożsamości i wybraniem drogi życiowej. Siciński skarżył się, że nie jest lubiany przez rówieśników. Jeszcze gdy chodził do liceum, odróżniał się od nich, bo nosił dredy i bojówki. Szukał aprobaty w innych środowiskach, wśród sympatyków muzyki heavy metal poprzez naśladowanie ich wyglądu i sposobu zachowania. Po maturze matka mu obiecała, że gdy będzie się dobrze uczył, pojedzie na wycieczkę do Chin. Dlatego podjął studia, ale chodził na zajęcia tylko 3 tygodnie, potem odpuścił, choć rodzicom nie przyznał się, że nie jest już studentem. Nie wiedział, co robić dalej. Zawsze miał trudności z planowaniem swojej przyszłości, zwykle inni mu doradzali. A nawet decydowali za niego. Na przykład uczelnię wybierała mu matka.

W wywiadzie z seksuologiem twierdził, że Jola jest jego pierwszą i jedyną partnerkę w seksie. Wyszukane akcesoria erotyczne znalezione w mieszkaniu podczas rewizji należały do prostytutki. On czegoś takiego nigdy nie używał. Sens współżycia z kobietą polega jego zdaniem na pokazaniu partnerowi uczuć.

Zbadano reakcje seksualne pacjenta – były prawidłowe. Poziom libido i realizacja seksualnych potrzeb w granicach normy. Żadnych zaburzeń preferencji seksualnych. Również pozytywny był wynik badania mózgu.

Lekarze napisali w opinii: „Jeśli Marek Siciński popełnił zarzucany mu czyn, to jego etiologia może wywodzić się z nieprawidłowych cech osobowościowych. Sytuacja, jaka rozegrała się między nim a ofiarą jest nie do odtworzenia przez biegłych. Badany zasłania się niepamięcią, a w śledztwie korzystał z prawa odmowy składania zeznań. Trudno jednak przyjąć za wiarygodne jego oświadczenie, że nie pamięta, w jakich okolicznościach został odbyty stosunek oralny, co wykazała sekcja zwłok Leokadii Zubek. Mogło wówczas dojść do podduszania ofiary za jej zgodą, jako szczególnego rodzaju perwersji seksualnej. Niewykluczone, że kobieta w związku z tym zażyczyła sobie wyższej kwoty. Co działo się dalej, niewiadomo. Znany jest tylko skutek – śmierć ofiary”.

Biegli wskazali też na drugi, hipotetyczny mechanizm zachowania mężczyzny. Mianowicie, że fantazjował o jakiejś nietypowej sytuacji erotycznej, której przesłuchującym go nie zamierzał ujawnić. Prostytutka nie spełniła jego oczekiwań i on przestał kontrolować swoje reakcje. Wobec śmierci kobiety, obawiając się prawnych konsekwencji swego zachowania, świadomie zaprzeczał, że i w jaki sposób zaspokoił tamtego wieczoru potrzeby seksualne. Na tym etapie dochodzenia poddawanie oskarżonego różnego rodzaju badaniom stosowanym wobec przestępców seksualnych, nie przyniesie wiarygodnej odpowiedzi. On już wie, do czego zmierzają poszukiwania i będzie modelował swoje odpowiedzi.

Podsumowując, biegli stwierdzili że „Marek Siciński . nie jest osobą, u której stwierdzono dewiację seksualną, ale to nie znaczy, że można ją zdecydowanie wykluczyć.”

 

xxx

 

W czasie procesu sądowego ani oskarżony ani świadkowie nie zaprzeczyli temu, co powiedzieli w śledztwie. Nie było więc żadnych niespodzianek poza jedną, nie dotyczącą winy oskarżonego – zeznaniami najbliższej rodziny ofiary.

Jej szwagier wystawił 42 letniej Leokadii jak najlepsze świadectwo. Dobrze wychowała swoje dziecko nie mając znikąd pomocy; mąż, z którym się rozwiodła, nawet nie płacił alimentów. Gdy po usamodzielnieniu się syna powiedziała rodzinie że zamieszka w Warszawie, aby wynająć się tam za niańkę, uznano to przejaw determinacji silnej kobiety; wolna od obowiązków matczynych nie chce być odstawiona na boczny tor.

Jej najbliżsi ucieszyli się, gdy Leokadia po roku rok amieszkania w stolicy przyjechała na wesele kuzynki z narzeczonym. I to jeszcze dobrym samochodem.

Dopiero w sądzie dowiedzieli się, że tym mężczyzną był kierowca taksówki, który odpowiednio zapłacony tylko udawał konkubenta.

Jeszcze większym zaskoczeniem, wręcz szokiem były notatki w zeszycie zmarłej, znalezionym przez jej syna, gdy likwidował mieszkanie. Leokadia Zubek zapisywała tam terminy spotkań z klientami, ich dane. Nie musiał się szczególnie domyślać, aby nabrać pewności, że jego matka wcale nie niańczyła cudzych dzieci, ale bardzo pracowicie uprawiała najstarszy zawód świata.

Rozważając okoliczności śmierci Zubek sąd przyjął za najbardziej prawdopodobną wersję, podawana przez oskarżonego: W korytarzu potknęła się, a upadając uderzyła głową o szafkę. Klient nie wezwał pogotowia ratunkowego, choć nie miał podstaw do stwierdzenia, że kobieta nie żyje. (Zdaniem oskarżyciela żyła).

W finale procesu prokuratur domagał się dożywocia. Obrońca oskarżonego podnosił, że na ciele kobiety nie było śladów walki z jej klientem. Późniejsze krojenie zwłok, jakkolwiek makabryczne, nie może być podstawą do żądania najwyższej kary w kodeksie.

Marek Siciński został skazany na 15 lat więzienia.

Prokuratur zapowiedział apelację, bowiem jego zdaniem podczas procesu nie wyjaśniono wszystkich istotnych okoliczności sprawy. Przede wszystkim zarzucił sądowi, że fakt iż Marek Siciński „przyduszał Leokadię Zubek rękami podczas odbywania stosunku oralnego, został oceniony tylko w aspekcie utraty przytomności przez pokrzywdzoną. Nie przeprowadzono dowodów z opinii innego biegłego z zakresu seksuologii”. Prokurator podważał też opinię tego seksuologa, który nie stwierdził u oskarżonego objawów zaburzeń popędu mimo, że sekcja wykazała sadystyczne cięcie nożem w intymnych miejscach ciała ofiary.

Apelacja została przyjęta Tymczasem skazany płacze w czasie widzeń z matką. I prosi ją o dostarczenie do celi książek: nauki angielskiego, poradników jak rysować i pisać książki, kursu prawa jazdy. Z periodyków „Men`s Health”, „Fokus”, „National Geographic”. Z powieści „Pan samochodzik i inni” oraz „Księga strachu” Zbigniewa Nienackiego.

 

Xxx

Ponowny proces przed Sądem Okręgowym odbył się za zamkniętymi drzwiami, o co wnosili zarówno prokurator jak i obrona. Sąd uznał, że ”jawność rozprawy mogłaby obrażać dobre obyczaje ze względu na przedmiot postępowania”.

Za brutalne zamordowanie kobiety Marek Siciński* został skazany na dożywocie. Wyrok nie jest prawomocny.